Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieś. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 sierpnia 2022

Historia ze wsi

Anna Ciarkowska, Dewocje, 2021




"Sierpień to jest dziwny miesiąc. Spod niego we wsi prześwituje goła ziemia, spod ludzi prześwitują kości. W sierpniu mieszją się ze sobą życie i śmierć, dzień i noc, ciemne i jasne. W sierpniu mamy wszystkiego dużo i jednocześnie odczuwamy brak. Cieszymy się i popadamy w głęboką melancholię. W sierpniu zieleń przebrzmiewa i kładzie się nisko, kruszy się od upału, wypalają się w słońcu zgliniałe twarze, podpalają się psie brzuchy."



Nie wiem od czego zacząć gdy mam opowiadać o tej książce. Okładka zupełnie do mnie nie przemawiała, temat też w związku z tym nie przyciągał do siebie. Gdy jednak powieść Anny Ciarkowskiej zaczęła dostawać kolejne nominacje do nagród literackich postanowiłam, że w końcu sprawdzę, co się dzieje w środku bez zerkania na okładkę, co ułatwiło mi czytanie ebooka. No i na szczęście jest to pozycja nie za gruba, więc można ryzykować. 

czwartek, 26 maja 2022

Zapachy dzieciństwa

Zośka Papużanka, Kąkol, 2021





"Mama zmrużyła oczy. Wiedziała, że wiejskim dzieciom nic się stać nie może, wiejskie dzieci są niezniszczalne, wszystkożerne i niezatapialne." (s.162)




Ach jaka to była fajna podróż w głąb dzieciństwa. Poczułam w pewnym momencie jakbym niespodziewanie obudziła się na swoim rodzinnym podwórku. To w żadnym razie nie jest sielankowa opowieść, wyłania się z niej bowiem smutna charakterystyka dorosłych, którzy nie przejmują się uczuciami dzieci. Mimo to autorce udało się fantastycznie rozbudzić we mnie przyjemne wspomnienia.

Powieść zaczyna się sceną, kiedy pięcioosobowa rodzina wybiera się z początkiem lata na wieś. Spędzają tam całe wakacje. Fantastyczny motyw, gdy ojciec prawie cały dzień przygotowuje samochód do podróży, a mama w tym czasie ogarnia całą rodzinę czyli pakuje, sprząta, gotuje i zajmuje się jednocześnie dziećmi. Już po tej scenie wiedziałam, że to będzie dla mnie ważna książka. Cały czas przyglądałam się minionym czasom lat 90-tych ciesząc się w duchu, że mimo wszystko całkiem sporo zmieniło się w mentalności Polaków. 

Główna bohaterka nie jest na wsi u dziadków szczęśliwa, podobnie jak jej matka. Radosne chwile to te spędzone z innymi dziećmi w otoczeniu natury, jednak obojętność dorosłych i przede wszystkim apodyktyczny dziadek pozostają piętnem, które będzie zapewne nosić na sobie całe życie. Na uwagę zasługuje również niepowtarzalny styl narracji, to dla niego głównie czytuję książki Zośki Papużanki, która mistrzowsko potrafi charakteryzować konkretne typy ludzi.

Wychowałam się na wsi, więc siłą rzeczy wróciły do mnie obrazy dzieciństwa. Przy lekturze powieści poczułam zapomniane zapachy i emocje. Uświadomiłam sobie, że to wszystko we mnie nadal tkwi chociaż uśpione. Przede wszystkim jednak poczułam ogromną wdzięczność dla rodziców, za to że obdarowali mnie szczęśliwymi chwilami, z których mogę czerpać siłę przez całe życie. 

"Dziecko nie pamięta i zaczyna każdy dzień na nowo, pamiętają tylko dorośli, dlatego przyjeżdżają i odjeżdżają." (s.282)

niedziela, 10 lutego 2019

Dziwy na słowiańskiej wsi

Joanna Łańcucka, Stara Słaboniowa i spiekładuchy, 2013








"We wsi jak słowo rzucisz, to zaraz się w dziesięć przemienia, a ledwo się obejrzysz, to pięćdziesiąt, a każde obelżywe i pełne nienawiści i tak z ludku pobożnego i pomocnego każden każdemu wataha się uczyniła żądna krwi i zemsty." (s.293)




Są takie dni, kiedy do rąk wpada perła i nie można się od niej uwolnić. Stara Słaboniowa to jedna z nich. Książka, którą żal kończyć i bohaterka, z którą chciałoby się zostać dłużej. Uwielbiam słowiańskie klimaty a Joanna Łańcucka idealnie wypełnia moje zapotrzebowanie. Opowiada o małej wiosce Capówce, która raz po raz nawiedzana zostaje przez różnego rodzaju demony. Pojawiają się Południca, Zmora, Strzyga, Kikimora, Wąpierz a nawet sam Diabeł z piekła rodem! Świat rzeczywisty lekko przenika się z nadprzyrodzonym i to wcale nie w formie fantasy. Jestem zachwycona tą lekturą. Mistrzowski pomysł i wykonanie. 

Tytułowa Słaboniowa to  kobieta o nadprzyrodzonych zdolnościach. Świetnie orientuje się w życiu pozaziemskim i jest wręcz mistrzynią w unicestwianiu pogańskich demonów, w które nikt poza nią już we wsi nie chce wierzyć. Babcia mimo swoich domniemanych stu lat potrafi sobie ze wszystkim poradzić lepiej niż nie jeden chojrak. Skradła moje serce. Jest rewelacyjna! Stylizacja narracyjna to jeden z dużych atutów tej książki. Cudownie czyta się ten archaiczny język. Właściwie wszystko tu świetnie ze sobą współgra. Kolejne rozdziały to tak jak by osobne opowiadania, każdy z nich opisuje przygodę z innym słowiańskim demonem, ale zachowana jest ciągłość fabularna. 

Dziwi mnie, że dopiero teraz dowiedziałam się o tej książce, a jeszcze większe zdziwienie to fakt, że autorka na tej jednej poprzestała. Niebywały talent, który widać również na nadających całości wspaniałego klimatu ilustracjach również autorstwa Joanny Łańcuckiej, widać i czuć na każdej stronie. Poproszę o więcej:)



środa, 13 grudnia 2017

Niedojrzały owoc

Wioletta Grzegorzewska, Guguły, 2014




„Pająki to święte stworzenia i nie wolno ich zabijać, ocaliły Matkę Boską. Kiedy Święta Rodzina uciekała z Jerozolimy, pająki uplotły wokół drogi tak gęstą sieć, że nie mogły jej przebić miecze żołnierzy Heroda.”




Swego czasu książka Wioletty Grzegorzewskiej była nominowana do Literackiej Nagrody Nike, w tym roku po ukazaniu się jej angielskojęzycznej wersji, zdobyła nominacje do międzynarodowej nagrody Bookera. W czym tkwi wyjątkowość tej skromnej powieści zamkniętej w dwudziestu czterech krótkich, epizodycznych opowiadaniach? Nie ma tu wiodącej fabuły, zaskakujących zwrotów akcji, odkrywczych analiz ani nawet szczególnie ciekawych bohaterów. Jest za to subtelna proza przesiąknięta zapachami dzieciństwa i młodości na wsi w latach osiemdziesiątych. Jest poezja ukryta między wersami i coś co sprawia, że nie można przerwać czytania dopóki nie dobrnie się do ostatniej strony.

czwartek, 16 listopada 2017

Skoruniowy świat

Maciej Płaza, Skoruń, 2015




„Jabłko trzeba chwycić delikatnie, z szacunkiem, jak jajko. Nie ściskać, tylko ująć, podtrzymać u dołu małym palcem, palec wskazujący oprzeć o ogonek i na tej dźwigience przechylić je jednym ruchem, tak by ogonek pękł, a jabłko bezpiecznie zostało w dłoni.”
(s.225)



Wielokrotnie nagradzana debiutancka książka Macieja Płazy to skarbnica moich wspomnień. Wychowałam się na wsi i każda strona tej opowieści to powroty obrazów, zapachów, sytuacji, osób z lat dzieciństwa i młodości. Do grona moich ulubionych powieściopisarzy podejmujących nurt wiejski wpisuję więc obok Myśliwskiego, Miłosza (za Dolinę Issy) i Reymonta również Płazę. Podobnie jak u dwóch pierwszych proponuje on narrację z perspektywy chłopca. Dziecięce spojrzenie jest dokładnie takie jak moje wspomnienia. Magiczne, miejscami idylliczne a miejscami szorstkie i brutalne.