Isaac B. Singer, Sztukmistrz z Lublina, 1960
Cóż to była za przygoda z tą książką! Leżała u mnie bardzo długo na regale noblistów, aż w końcu postanowiłam po nią sięgnąć. Znam tę historię z różnych adaptacji. Kultura jest pełna nawiązań do słynnego sztukmistrza, ale bardzo miło było mi go poznać z bliska w prozie Singera. Sama opowieść ma już 66 lat. Singer napisał ją w jidisz, wracając do swoich polskich wspomnień. Wychował się w Polsce, emigrował do Ameryki jako młodzieniec w 1935 roku z powodu nasilającego się antysemityzmu i nigdy nie wrócił. Mam wydanie pochodzące z 1983 roku. Pomyślałam, że to nie przypadkowo rok mojego urodzenia, tym ciekawiej spędzało mi się z nią czas. Dzieje się tu bardzo dużo. Nie spodziewałam się takiego szalonego bohatera. Tymczasem Jasza Mazur rozbudził moją wyobraźnię.
Akcja powieści rozgrywa się ok 1880 roku w Lublinie i Warszawie. Główny bohater mimo wiernie czekającej na niego żony Estery, jak amant jeździ ze swoimi występami po różnych miejscowościach, odwiedzając przy okazji swoje kochanki. Mamy jednak cały czas wgląd w to, co dzieje się w jego głowie, jak odbiera świat, jakie towarzyszą mu przemyślenia i dylematy. Autor zadbał o to, abyśmy potrafili zrozumieć jego wybory, namiętności i powody różnych kontrowersyjnych decyzji. Podobne namiętności targają nami wszystkimi, co czyni tę powieść ponadczasową.
Bardzo podobały mi się filozoficzne rozmyślania Jaszy, chociaż zupełnie nie popieram jego stylu życia i oszukiwania tylu kobiet. Prezentuje typowo męski punkt widzenia. Natomiast pięknie, bardzo obrazowo opisany żydowski świat Lublina i Warszawy mnie wzruszył. Warto przenieść się tam w wyobraźni, poczuć klimat minionych czasów, które już nigdy nie wrócą. Singer w swojej powieści ocalił je od zapomnienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz