Michał Łuczyński, Mitologia Słowiańska dla młodego czytelnika, 2024
Oto książka, która skusiła mnie tytułem i okładką. Uwielbiam mitologię słowiańską, więc jestem ciekawa każdej nowości w tym temacie. Jednak nie zdołałam tym razem przeczytać wszystkich dwudziestu kilku opowiadań w tym zbiorze. Rzadko piszę niepochlebne recenzje. Zazwyczaj po prostu nie doczytuję książek, które mi się nie podobają. Poza tym mój blog traktuję jako pamiętnik i piszę tu tylko o książkach, do których warto wracać. Z tą pozycją Michała Łuczyńskiego mam pewien dylemat, więc mimo wszytko postanowiłam o niej napisać.
Z zasady jestem wdzięczna każdemu autorowi, który rozpowszechnia literaturę związaną ze słowiańskością. W ostatnich latach pojawiło się mnóstwo pozycji przeróżnych gatunków, które w mniejszym lub większym stopniu nawiązują fabułą do wierzeń naszych przodków. Prawdziwych źródeł jest bardzo mało, więc autorzy powyższych książek bazują na swojej wyobraźni i wymyślają nowe historie pozostawiając np. tylko imiona słowiańskich bóstw czy demonów. W każdym razie, dzięki fikcyjnym opowieściom młodzi ludzie mają szansę dowiedzieć się o bogini Mokosz, Walesie czy Perunie.
Osobioście polubiłam ten trend powieści fantasy i niektóre mi się nawet podobają (mam tu kilka recenzji takich książek). Wszystko jest dobrze, jeśli jednak autor jasno daje do zrozumienia, że tylko nawiązuje do mitologii, a nie ją opowiada. Książka Łuczyńskiego natomiast nosi mylny tytuł. Nie można jej nazwać "Mitologią". Autor pisze ciekawie, ale opowiada wymyślone historie. Pierwszy raz w życiu dowiedziałam się o podobno słowiańskim mieście kobiet "Babińcu". W mitologii słwiańskiej zupełnie inaczej przedstawiony jest początek świata a nawet imiona bogów. Perun tutaj to Piorun. Autor wymyślił świat, w którym mieszkają słowiańskie bóstwa Swaro-gród, odpowiednik Olimpu z Grecji. Czytając jego opowieści śmiałam się więc z tych zupełnie nowych pomysłów, są ciekawe, ale nie zgadzam się, aby były nazywane Mitologią Słowian.
Tak więc tytuł który przyciągnął mnie do książki okazał się tylko chwytem marketingowym. Podobnie stało się z okładką. Kiedy obejrzałam ilustracje pomyślałam, że zostały namalowane przez artystę i zaczęłam podziwiać. Kiedy jednak doczytałam, że to obrazy wykreowane przez AI, nagle poczułam się oszukana i zamiast dalej podziwiać, zaczęłam wyszukiwać błędów sztucznej inteligencji na ilustracjach i oczywiście je znalazłam. Tak więc przykro mi to pisać, ale mimo tego, że opowiadania okazały się ciekawe, rozczarowałam się tą książką.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz