Ernest Hamingway, Stary człowiek i morze, 1952
W każdym razie głównym bohaterem jest staruszek, rybak Santiago, który mimo serii niepowodzeń związanych z nieudanymi połowami, wypływa w rejs swojego życia i zławia wielkiego (ponad 5 metrowego) morświna. Zanim uda mu się go złowić, wielka ryba ciągnię jego łódkę wiele kilometrów. Fabuła prozy opiera się właśnie na tych dniach, które Santiago spędza sam na łodzi. Jego refleksje, monologi, kryzysy, walka ze sobą samym, z rybą a potem z rekinami utrzymują napięcie. Jestem pełna podziwu dla literackiego kunsztu pisarza w tej małej formie.
Dopiero teraz po czterdziestce potrafię jednak dostrzec głębię tego opowiadania i zrozumieć, dlaczego otrzymało Nagrodę Pulitzera. Pojawia się tutaj mnóstwo wątków, których kiedyś zupełnie nie rozumiałam. Sens przemijania, depresja w kwiecie wieku, sens życia, walka wewnętrzna, relacja z samym sobą, mentorstwo straszych dla młodszych, ocena społeczności i wiele innych. To jedno z tych dzieł literackich, które z pewnością zasługują na to, aby do nich wracać a nawet czytać wielokrotnie w różnych momentach życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz