sobota, 6 czerwca 2026

Ryba marzeń

 Ernest Hamingway, Stary człowiek i morze, 1952



Na mojej półce noblistów zawitało nowe, bardzo elegandzke wydanie książki Hamingwaya i to za sprawą czternastoletniego syna, który nie chciał czytać moich starych wydań, bo wymarzył sobie całą serię dzieł autora z Wydawnictwa Marginesy. Dzięki niemu więc zajrzałam po latach do "Starego człowieka i morze". Spędziłam z tym opowiadaniem cały emocjonujący wieczór i kolejnego dnia nie mogłam przestać o nim myśleć. Czytałam to kiedyś, może w liceum, ale zupełnie nie pamiętałam jak się skończy. Na dodatek sprawdziłam w swojej aplikacji książkowej, że oceniłam tę książkę 3/5, podczas gdy teraz dałabym mocną czwórkę albo nawet piątkę. Zastanawiające jest to wszystko.

W każdym razie głównym bohaterem jest staruszek, rybak Santiago, który mimo serii niepowodzeń związanych z nieudanymi połowami, wypływa w rejs swojego życia i zławia wielkiego (ponad 5 metrowego) morświna. Zanim uda mu się go złowić, wielka ryba ciągnię jego łódkę wiele kilometrów. Fabuła prozy opiera się właśnie na tych dniach, które Santiago spędza sam na łodzi. Jego refleksje, monologi, kryzysy, walka ze sobą samym, z rybą a potem z rekinami utrzymują napięcie. Jestem pełna podziwu dla literackiego kunsztu pisarza w tej małej formie. 

Dopiero teraz po czterdziestce potrafię jednak dostrzec głębię tego opowiadania i zrozumieć, dlaczego otrzymało Nagrodę Pulitzera. Pojawia się tutaj mnóstwo wątków, których kiedyś zupełnie nie rozumiałam. Sens przemijania, depresja w kwiecie wieku, sens życia, walka wewnętrzna, relacja z samym sobą, mentorstwo straszych dla młodszych, ocena społeczności i wiele innych. To jedno z tych dzieł literackich, które z pewnością zasługują na to, aby do nich wracać a nawet czytać wielokrotnie w różnych momentach życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz