Joanna Jaworska, Ryfka ze Złotnik, 2026
To książka, o której będę jeszcze długo myśleć. Opowiada o losie Żydów żyjących przed wojną na Kresach. Autorka zdecydowała się podzielić powieść na dwie części. Pierwsza jest radosna i pogodna, opowiada o szczęśliwym dzieciństwie tytułowej bohaterki w sztetlu. Druga jest smutna i trudna, to zapis wojennych lat i walki o przetrwanie w świecie, który wywrócił się do góry nogami. Tak duży kontrast tych szczęśliwych i ciężkich czasów w jednej książce sprawia, że staje się ona jeszcze bardziej przejmująca, nawet dla tych, którzy dobrze znają los polskich Żydów. W pierwszej części czytelnik zaprzyjaźnia się z bohaterami i ich bliskimi, dlatego w drugiej tak trudno czyta się o ich walce na śmierć i życie. Taka konstrukcja silnie oddziałuje na emocje i sprawiła, że dłużej niż zwykle musiałam po niej dochodzić do równowagi.
Brakowało wcześniej literatury obyczajowej, nie czysto reportażowej, która tak lekko, z wyczuciem, a jednocześnie obiektywnie przenosi w utracony świat polskich miasteczek, gdzie jidysz mieszał się z polskim i ukraińskim. Autorce pięknie udaje się ocalić go od zapomnienia. Nad kolejnymi stronami cały czas unosi się widmo wojny, narracja czasami zatrzymuje się na chwilę, aby skierować losy opisywanej osoby w ten moment, kiedy będzie walczyć o przetrwanie. Zawsze wtedy przechodziły mnie dreszcze podczas czytania. Czułam się, jakbym była razem z nimi przy szabatowym stole, ale z świadomością tego, co będzie dalej, co nie było łatwym doświadczeniem. Poprowadzenie w ten sposób narracji wzbudza wiele refleksji, przypomina, że każde spotkanie może być ostatnie, że nie wiadomo, co wydarzy się w nocy czy kolejnego dnia. Cenię takie książki, które uzmysławiają mi choć na chwilę, żeby bardziej doceniać swoje szczęście i cieszyć się nawet małymi rzeczami. Często o tym zapominam.
W drugiej części książki rodzina nastoletniej Ryfki tuła się po swojej okolicy, próbując przetrwać w nieludzkich warunkach przez kilka lat. Nie czyta się tego łatwo, wciąż powracają kontrastujące obrazy ich szczęśliwego życia z pierwszej części. Autorka, opisując prawdziwe wydarzenia, często stara się zrozumieć, jak udało się Ryfce przetrwać, na przykład całą noc podczas burzy na drzewie w lesie albo długie miesiące w dziurze w ziemi. To sceny, które będą powracać po przeczytaniu powieści, a jest ich tam całe mnóstwo. Bardzo przejmujący jest również koniec wojny, kiedy mieszkańcy Złotnik powracają do wsi. Ilu z nich wróci? Każdy ze swoją historią przetrwania, ze złamanym sercem po stracie najbliższych i traumą na całe życie.
Bardzo chciałabym poznać dalsze losy Ryfki, która stała się Reginą. „Ryfka ze Złotnik” to powieść, która zasługuje na dobry scenariusz i adaptację. Polecam, bo warto pamiętać tamten czas i uświadomić sobie, jak działają mechanizmy wojny. Może dzięki tej książce innym, tak jak mnie, uda się bardziej doceniać każdy dzień we współczesnym świecie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz