piątek, 30 stycznia 2015

Świat spod powiek


Tadeusz Konwicki, Zwierzoczłekoupiór, 1969


 
"Gdzie on jest, ten Zwierzoczłekoupiór? On jest zawsze w tych dziwnych chwilach, które zapamiętujemy później na całe życie. On jest w raptownych przebudzeniach, kiedy wyszarpniemy się nagle z popołudniowego snu i widzimy za oknem czerwone słońce o zachodzie, słyszymy ćwir wróbli walczących pośrodku drogi, czujemy powiew wiatru, który wydyma w oknie firankę. Przez moment wszystko wydaje nam się obce, nieznane, przerażające, jakbyśmy się dopiero teraz po raz pierwszy urodzili. I wtedy on, Zwierzoczłekoupiór jest przy nas."
 

Tadeusz Konwicki zmarł w wieku 89 lat 7 stycznia 2015 roku, niespełna więc miesiąc temu. W ramach wspomnień o autorze postanowiłam przeczytać w końcu jego książkę, która od dawna stoi na mojej półce. Zwierzoczłekoupiór będący opowieścią kilkuletniego Piotra, przeniósł mnie w świat marzeń i fikcyjnych wyobrażeń. W pewnym momencie poczułam niesamowitą radość z wolności jaką w sobie noszę. W każdej chwili mogę znaleźć się gdzie chcę, gdzie sobie wymarzę. Mogę przemieszczać się w czasie nie tylko za sprawą książki, ale głównie dzięki swojej wyobraźni. Mogę wszystko:) Wystarczy tylko w to uwierzyć i spróbować.


Narrator powieści Konwickiego już na wstępie ostrzega, że jest to książka tylko dla niegrzecznych dzieci. Podaje też w wątpliwość fakt, czy grzeczne w ogóle cokolwiek z niej zrozumieją. Nie wiem, czy dorosłych można zaliczyć do niegrzecznych dzieci, może w pewnym sensie tak. Nie wiem też w jakim wieku młodzi ludzie powinny przeczytać tą książkę, aby zrozumieć jej metaforyczne przesłanie. Narracja odbywa się tu bowiem na kilku płaszczyznach. Pierwszą z nich jest świat, w którym żyje, nudzi się, chodzi do szkoły, snuje fantazje, gra w filmie i opowiada o swojej nieprzeciętnej rodzinie główny bohater-narrator. W drugiej płaszczyźnie Piotr za sprawą gadającego doga Sebastiana przenosi się razem z psem do innego świata z przeszłości, aby uratować spod władzy chłopca Troipa dziewczynkę Ewę. Cała ta przygoda jest bardzo tajemnicza. Wskakujemy razem z Piotrem w nadzwyczajny świat, w którym zwierzęta mówią a gwiazdy wydają się bardzo blisko ziemi.

Ilustracja Danuty Konwickiej
Kolejnymi światami jakie pojawiają się w powieści są sny Piotra i w końcu miejsce, w którym znajduje się na końcu książki. Nie chcę powiedzieć gdzie to jest aby nie zdradzić jak skończyła się ta cała historia. Faktem jest jednak, że dwie ostatnie strony powieści zupełnie zmieniają jej przesłanie i odbiór. Przez cały czas czytania czerpałam niemałą przyjemność z przemieszczania się po kilku równoległych przestrzeniach czasowych a pod koniec brutalnie wszystko runęło.

Niemałą zagadką pozostaje także tytułowy Zwierzoczłekoupiór. Piotr próbuje kilka razy wytłumaczyć kim jest dla niego to dziwne stworzenie. Sam chłopiec jest bowiem nad wiek inteligentny co wielokrotnie podkreśla w swojej opowieści. Jedynie upiór ten budzi w nim lęk i przerażenie. Często czuje jego obecność, w końcu nawet go słyszy chociażby w szumie wiatru i przekonuje nas, że każdy ma swojego Zwierzoczłekoupiora, który prędzej czy później zbliży się do nas na tyle, że sami przekonamy się o jego istnieniu. Zbliżająca się do ziemi w opowieści Piotra kometa potęguje napięcie i uczucie grozy.

Ilustracja Danuty Konwickiej
Wielu można doszukiwać się w tej książce aluzji i powiązań do współczesnego pisarzowi czasu powstania powieści. Dla mnie dzisiaj pozostaje nostalgicznym wspomnieniem czasów dzieciństwa, kiedy można było bez ograniczeń korzystać ze swojej wyobraźni i chociaż wydźwięk tego utworu jest nieco pesymistyczny to jednak wspomnienie ciekawych przygód Piotra i jego przyjaciół dodaje całości ziarnka optymizmu. Szczególnie barwnie opisane w książce postacie wzbogacają utwór pikanterią, z szaloną ciocią Cecylią albo z „puszystym” kolegą Bawołem na czele.
W wydaniu Biblioteki Gazety Wyborczej z 2010 roku podziwiałam piękne ilustracje-szkice Danuty Konwickiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz