poniedziałek, 25 sierpnia 2014

„Przecież nie piszemy historii. Piszemy o pamiętaniu”


Hanna Krall, Zdążyć przed Panem Bogiem, 1977
 
O tej książce napisano już bardzo dużo. Każde kolejne jej odczytywanie i próba oceny nie wniosą nic nowego. Treści zawarte w nietypowym reportażu Hanny Krall przerażają mnie tak samo jak miało to miejsce 15 lat temu gdy w szkole czytałam je pierwszy raz. Wszystko co mówi rozmówca autorki – wybitny chirurg żydowskiego pochodzenia Marek Edelman jest niesamowicie ważne. Każda strona opisu codzienności, walki i upadku warszawskiego getta podczas wojny, powinna być zapamiętana. Dlatego stwierdziłam, że książkę tą można czytać kilkakrotnie i za każdym razem zwrócić swoją uwagę na inny szczegół opisywany przez Edelmana. Każdy człowiek chcący godnie przejść przez swoje życie powinien zmierzyć się z tym tematem. Z książek, z filmów czy z opowieści. Nie można udawać, że się nie wie, że się nie pamięta. Przez Holokaust trzeba przebrnąć i pod powiekami przerobić wszystkie obrazy, o których opowiada bohater z getta. Niech treść mówi sama za siebie.


Akcja trwała od dwudziestego drugiego lipca do ósmego września 1942 roku, sześć tygodni. Przez sześć tygodni stałem przy bramie. Tu, w tym miejscu. Odprowadziłem czterysta tysięcy ludzi na ten plac.
 
(…) dokonanie wyboru między życiem a śmiercią jest ostatnią szansą zachowania godności.
Nie denerwowałem się – pewnie dlatego, że właściwie nic nie mogło się zdarzyć. Nic większego niż śmierć, zawsze chodziło przecież o śmierć, nigdy o życie. Być może tam wcale nie było dramatu. Dramat jest wtedy, kiedy możesz podjąć jakąś decyzję, kiedy coś zależy od ciebie, a tam wszystko było z góry przesądzone. Teraz, w szpitalu, chodzi o życie – i za każdym razem muszę podejmować decyzję. Teraz się denerwuję znacznie bardziej.

Mur sięgał tylko pierwszego piętra. Już z drugiego widziało się TAMTĄ ulicę. Widzieliśmy karuzelę, ludzi, słyszeliśmy muzykę i strasznie żeśmy się bali, że ta muzyka zagłuszy nas i ci ludzie niczego nie zauważą, że w ogóle nikt na świecie nie zauważy – nas, walki, poległych… Że ten mur jest tak wielki – i nic, żadna wieść nigdy się o nas nie przedostanie.

Kiedyś pędzili koło mnie ludzi, którzy nie mieli numerków życia. Niemcy rozdali te numerki i tym, którzy je otrzymali, obiecano przetrwanie. Całe getto miało wtedy jeden jedyny cel: zdobyć numerek. Ale później przyszli i po tych z numerkami.

Musisz to wreszcie zrozumieć: ci ludzie szli spokojnie i godnie. To jest straszna rzecz, kiedy się idzie tak spokojnie na śmierć. To jest znacznie trudniejsze od strzelania. Przecież o wiele łatwiej się umiera strzelając, o wiele łatwiej było umierać nam niż człowiekowi, który idzie do wagonu, a potem jedzie wagonem, a potem kopie sobie dół, a potem rozbiera się do naga…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz