poniedziałek, 21 sierpnia 2017

zima na Śląsku


Szczepan Twardoch, Epifania wikarego Trzaski, 2007


„Oto moc zaklęta w słabość, porażka w zwycięstwie, wielkość w małości, świętość w grzeszności. Zbrodniarz, który pokutuje za grzechy swoje i całego świata. Kameduła piekieł, zakopany w podziemiach, który na milczenie skazał nie tylko swe uszy, ale i oczy na wieczną ślepotę.”




Osadzona na Śląsku powieść Szczepana Twardocha zbudowana jest na ciekawym pomyśle. Oto sam Jezus Chrystus zstępuje ponownie na ziemię w towarzystwie archanioła Michała i w osobie skromnego wikarego księdza Janka upatruje sobie swojego proroka, który ma zapowiedzieć jego powtórne przyjście. Brzmi interesująco i nie zawodzi. Jest gwara Śląska, są prawdziwi Ślązacy, kopalnie i ich tajemnice.



Mocno zaskoczony swoją niespodziewaną, nową rolą ksiądz Jan zdobywa zdolność odczytywania ludzkich losów a nade wszystko uzdrawiania i czynienia cudów. Fantastyczna opowieść, czyta się z zaciekawieniem. Budowanie postaci i charakterystyka kolejnych bohaterów jak zwykle u Twardocha dogłębne, ciekawe i inteligentnie sięgające do dalekiej przeszłości. Czasami wkrada się trochę fantastyki co w moim odczuciu jeszcze bardziej ubarwia całą opowieść.

Wydarzenia mające miejsce w drugiej połowie książki mają jednak trochę mniejszą wartość. Ksiądz Jan swoją postawą nie zawodzi, jednak wydźwięk całości pozostaje nieco pesymistyczny. Czerwone światło zostaje zapalone, wzbudza niepokój, naznacza problem. Na szczęście zło nadal zwycięża dobro a Twardoch nie podaje gotowych odpowiedzi oby tak pozostało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz